nie_z_milosci_1a
Tytuł: „Nie” z miłości. Mądrzy rodzice – silne dzieci
Autor: Jasper Juul

O słowie „nie” w relacjach międzyludzkich napisano już wiele książek, głównie w kontekście bycia asertywnym. Za to w swoim krótkim i bardzo treściwym tekście Jesper Juul pisze właściwie o realizacji ludzkich potrzeb, o mówieniu „nie” wynikającym z miłości, do siebie i do dziecka.O tym, jak przejść od poświęcania się dla dzieci do bycia z dziećmi. Każdy szanujący się poradnik zapewnia rodziców, że powinni stawiać granice, bo bez tego nie uda im się wychować porządnego człowieka, tymczasem według Juula kłopot bierze się z tego, że my dorośli sami nie wiemy, czym właściwie te granice są. Wymyślamy kolejne zakazy i zasady, zamiast pokazywać dzieciom swoje granice, dbając jednocześnie o to, by dziecko potrafiło wyznaczyć swoje. Zamiast powiedzieć: „nie lubię tego” „nie chcę” „nie zrobię” odwołujemy się do komunikatów typu: „nie wolno”, „nie można”, „to jest niegrzeczne”, „zachowuj się”. Odwołujemy się do pojęć abstrakcyjnych, przez co zakłócamy dziecku możliwość zrozumienia o co nam chodzi, jak i nauczenia się konstruktywnego przeżywania emocji związanych z odmową. Dziwnie brzmi? Cóż, Juul piszę, że bez prawdziwego NIE, nie ma prawdziwego TAK. Jeśli nie mówię o swoich potrzebach i uczuciach, to nie daję memu dziecku przykładu jak sobie radzić z tym, co czuje i czego potrzebuje. Jak rozróżniać potrzeby od chęci… Znalazłam tu takie zdanie: „Dziecka nie da się rozpieścić dawaniem mu za dużo tego, czego naprawdę potrzebuje”, a jest to w głównej mierze uważność. Ale to nauka dla rodzica, jak rozpoznać to, czego dziecko naprawdę potrzebuje i jakie są powody (potrzeby), dla których rodzic w taki, a nie inny sposób reaguje na zachowania swego dziecka.

Moja przygoda z Juulem zaczęła się właśnie od tej książki, połknęłam ją w godzinę, po czym zaczęłam od nowa, by od rana wprowadzać w życie „nie” z miłości. Nie było łatwo, stare mechanizmy co chwilę próbowały przepchnąć swoją odpowiedź na zachowanie mego dziecka. Jednak skoro mój syn już wtedy mówił „Ja chcę” czy „ja nie chcę”, to dlaczego mi miałoby to nie wyjść? No właśnie, to jedna z pierwszych uświadomionych lekcji, jakie dostałam od mego dziecka – mówienie w pierwszej osobie, bez ozdobników w tylu „wolałabym”. Konkretnie i od siebie. Sprawdza się to od roku w naszym życiu, choćby w sklepie: Mamo, chcę ten batonik! Kup mi go!” I ciało naprężone do walki. Kucam przy moim synku i mówię „ nie kupię ci tego batonika. Chcę żebyś miał zdrowe zęby, a taki sztuczny cukier te zęby popsuje”. I jego ciało się odpręża. Usłyszał nie. Usłyszał też miłość i dostał moją pełną uwagę. A panie w osiedlowym sklepie ciągle się dziwią, jak to robię, że Mały mi awantur o te batoniki nie urządza. Bo przecież co jakiś czas sobie przypomina, żeby jednak chciałby taki batonik. Chce. Ale czy potrzebuje? AS